<title_newspaper=Sztandar Modych> 
<title_article=Na wczasach w... Sztandarze Modych> 
<author_1=Wojciech Kozowicz>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year="1954">
<month="8">
<date=1954-08-16>
<period=d>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Po kilku chwilach chaotycznej, powitalnej rozmowy, dowiedziaem si, e Li-Wan, koreaski kolega z warszawskiej uczelni jest tu  w Karpaczu wraz z 30 swoimi rodakami na wczasach studenckich. Mieszkaj w Lenym Dworze  tak si nazywa ich dom wczasowy i jest im tutaj bardzo dobrze. Jeeli troch kln, to tylko pogod, ktra kaprysi. Robi to jednak po cichu i we wasnym jzyku, tak e nikt nic nie rozumie. Nawet pogoda...
Poegnaem Li, poniewa stanem przed budynkiem, ktry mia nazw naszej modzieowej gazety. Ze Sztandaru Modych wychodziy wanie powoli grupki modziey. Ktry z przechodzcych chopcw rzuci mi w drodze:  Jedziemy na wycieczk do rda mioci  dlatego tak duo koleanek... Spjrzcie na ich powane miny.
Gdy tylko wszedem do hallu dobiegy mnie dwiki pianina i sowa piosenki.
Rozmowa z kierownikiem studenckiego orodka wczasowego Sztandar Modych bya oficjalna tylko w pierwszych sowach, dopki nie okazao si, e Zbyszek Twerd jest, tak jak i ja  studentem.  Co ci mam tu opowiada. Wywiadw jeszcze nie udzielam. Sam zobacz, jak yjemy  powiedzia do mnie. A odchodzc rzuci rzeczowo:  Przyjd zaraz do stowki na obiad.
Zza drzwi wietlicy dochodziy dwiki po raz iksty powtarzanej piosenki. Czasami melodia urywaa si w p taktu i znowu  da capo al fine... Nie wytrzymaem. Przecie na dworze bya pikna pogoda  po raz pierwszy od kilku dni. Zawoaem za odchodzcym Zbyszkiem:  Suchaj, powiedz jeszcze, co to za mczennicy?
Odpowied przysza natychmiast, co prawda niezbyt jasna.  Jeeli masz zamiar si tu cigle dziwi, to lepiej przesta. Zbyt wiele bdziesz mia do tego okazji. Ja sam z nimi jestem ju tydzie, a jeszcze nie mog ich zrozumie. 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
